mam podobny problem..
moj tata ma 64 lata, nadwagę, problemy z ciśnieniem, kręgosłupem, kolanami, itepe.
Próbowal się odchudzać, ale nawet kiedy mu się trochę udało - to potem nabierał z powrotem.
Prawdziwy problem tkwi w tym, że tata jest rocznikiem wojennym.. przeżył prawdziwy, powojeny głód, ktory zakorzenił się tak głęboko w jego podświadomości, że teraz kupuje i najada się na zapas.. do tego jest coraz starszy i coraz trudniej przemówić mu do rozsądku..
Boi się efektów, boi się tego, co spotkało jego ojca i babcię - oboje zabiła miażdżyca.
Dziadek gasł 1,5 miesiąca - najpierw był wylew i stopniowa utrata świadomości, potem wyniszczenie i zupełny brak kontaktu ze światem - w ciągu kilku tygodni z wielkiego, 120-kilramowego mężcyzny zamienił się w 60kg szkielet. Ojciec na to patrzył, ale w szpitalu nie mógł wysiedzieć dłużej nić 2 minuty..
moja prababcia, podobno po wylewie spowodowanym miażdżycą, kiedy już traciła świadomość - popełniła samobójstwo.
Wiem, to straszne co pisze, ale to jest przestroga dla mnie i mojej rodziny - w końcu skłonności do tycia mamy rodzinne.. Mój tata boi się takiego losu. Boi się - i je..
Będę próbować zaszczepić choć trochę MM. Ale mam też inne pytanie. Widziałam, że wiele z was borykało się z naprawdę dużą nadwagą. Czy któraś z was zetknęłą się z psychoterapią w tym zakresie? sama lub może słyszała o tym?
Bo obawiam się, że bez tego z moim tatą sprawa może się nie udać..