dziś miałam taką sytuację , że poproszono mnie o 2-3h pomocy w biurze u znajomych
rano zjadłam jogovita i chleb chrupki i pojechałam
sądziłam ze wrócę za te 2-3 h i zjem to co miałam w domu przygotowane/przewidziane
ale okazało się ze praca sie przedłużała
minęło 3-4 h i zaczęło mnie lekko skręcać
po 5h całe biuro zaczęło składać zamówienia na pizzę
i po 5,5h gdy już na prawdę byłam BARDZO

głodna przyjechał facecik z naręczem pizzy
czego tam nie było
peperoni
uczta serowa
tajska
.......
w związku z tym ewakuawałam się aby nie wbić zębów w karton i poszłam ...... do baru mlecznego Syrenka
(Gdańsk-Wrzeszcz)
pomyślałam sobie ze tam zamówie jakieś warzywa z wody i mięso
i co?
wszystko panierowane albo jakieś mielone nie wiadomo z czego?
w zwiazku z tym kupiłam sobie :
brukselkę z wody
pół gulaszu (dostałam 4 małe kosteczki i zjadłam bez sosu)
pieczarki
i surówke z czerwonej kapusty
zjadłam wszysko prócz tej surówki bo po pierwszej łyżeczce stwierdziła że to kapusta pół na pól z cukrem
i wiecie co?
po pół godziny miałam taki napad głodu - chęć na słodkie że hej!
leeeedwo się opanowałam
a wydaje mi się że to co zjadłam nie powinno tego spowodować?
czy oni sypia cukru do pieczarek ?
czy mieso duszą w cukrze?
no ludzie!
i co zrobić w takich sytuacjech jak musimy coś zjeść na mieście?
sorki z etak się rozpisuję ale staram się myśleć długofalowo ....
kiedyś skończę 1 fazę i pójdę ze znajomymi gdzieś i ... no właśnie co wtedy?
pozostaje jedzenie domowe do końca życie? czy siedzenie nad szkalnką wody i patrzenie sie w talerze przyjaciól?
sorki za to rozwlekłe pisanie
mam nadzieje ze nie macie mi za złe?