angela-rt, jestes bardzo mądrą mamą
Ja bardzo żałuję, że moja nie wpajała w nas takich zasad zywieniowych

Słodyczy było u nas w domu mnóstwo i jedzone zawsze kiedy mieliśmy na to ochotę... do mojego 10 roku zycia mieszkaliśmy na wsi więc z kilogramami nie było problemów bo ciągle biegalismy z bratem po dworze...
pewnie z MMowania by nieiwele wyszło bo jako dziecko byłam strasznym niejadkiem, i praktycznie nie jadłam przez co czesto lądowałam w szpitalu, chociaż z drugiej strony jak wchodziłam do ogródka to wychodziłam z zielonym bukietem w którym był koper, pietrzuszka, szczypiorek, a następnie zjadałam go w całości i leciałam po następny

więc może nie byłoby tak źle...
problem zaczął się po przeprowadzce do miasta bo ruchu dużo mniej a słodyczy tyle samo..
do dziś pamiętam komentarz na podwórku "patrzcie, a była taka chuda jak tu się przeprowadzili..."
teraz mam o 17 lat młodszego brata ale nie udało mi się przekonac mamy do zmian w żywieniu...
uważa jak córka Jazz, że od roku mam świra i po prostu zrzędzę, sama się tych zasad nie trzymając

(bo to niestety prawda) jedynym moim sukcesem jest, ze jednak słodyczy kupuje się mniej i nie podtyka na siłe, ale wydziela, gdy już faktycznie mały sie domaga "czegoś"... ale i to nie zawsze... fakt, ze mój mały brat podobnie jak ten starszy jest bardzo zywiołowy, dużo się rusza i je rozsądnie, czyli tylko gdy jest na prawdę głodny a nie tak jak ja bo lubi, albo z nudów

może i mieszczę się w normie z własnym BMI, ale mam nagromadzone sporo ponad własną norme

no i uwielbiam słodkie