przeklejam:
Jakiś czas temu z interwencji zostały przywiezione do schroniska psy.
Jednym z nich był wystraszony, o pięknych oczach wielkości pięcio złotówek, średni, biszkoptowy kundelek.
Minęło już kilka, kilkanaście tygodni od kiedy znalazł się w przytulisku.
Mimo dobrej opieki, regularnych posiłków, mimo tego, że nikt nie robi mu krzywdy, do niczego nie zmusza- nie nabrał zaufania do swiata ludzi.
To pies nijak odnajdujący się w schronisku. Co ja mówię- ten pies jest kompletnie zagubiony i wypłoszony. Nie ma możliwości żeby na spokojnie, bez stresu założyc mu obrożę a o wyjściu na spacer to tylko pomarzyć można- wbija się w najdalszy kąt na widok smyczy, chce uciec od tej okropnej- jego psim zdaniem- rzeczy.
Pies jest płochliwy, zestresowany, obecnie niestabilny psychicznie jednak nie reaguje agresywnie, nie kłapie- po prostu sie boi, nie wie, czego moze się spodziewac po człowieku, nie potrafi się tu odnaleźc, nie potrafi życ wśród tylu hałasów i dziwnych rzeczy.
Nie jest też agresywny w stosunku do innych psów i suk-to one własnie dodają mu odwagi, przy nich czuje się troszkę pewniej.
Pies daje sie pogłaskac i podchodzi zwabiony smakołykiem.
Ogólnie mówiąc mamy do czynienia z psem bojącym się głośnych dźwieków, smyczy, ludzi, wbijającym się w kat przy jakimkolwiek niepokojącym go geście, spojrzeniu, ruchu, sytuacji.
Dostał swoją ostatnią szansę na poprawę stosunku do świata i otwarcie sie na człowieka. Ostatnią i żadną więcej. Ma dwa tygodnie.
Wolontariusze i pracownicy robimy co mozemy, oswajamy psa w miare możliwości ale to w schroniskowych warunkach przy takim psie nie wyrobi w nim 100 % zaufania do ludzi w tak krótkim czasie. Z takim psem ktoś powinien pracowac praktycznie non stop, przy każdej okazji, w kazdej sytuacji.
Do końca marca- potem igła.. 1 kwietnia to ma byc jego ostatni dzień życia. 1 kwietnia- prima aprilis. Niestety to nie jest jakiś kiepski żart.
Jedynym w tym momencie realnym ratunkiem dla niego będzie DT. Ale DT mający doświadczenie z psami lękliwymi, chcący z nim pracowac, DT z cierpliwością i sercem.
Nie ma co sie oszukiwac- nam, 2-3 wolontariuszom nie uda się w ciągu kilkunastu dni odbudowac zaufania do człowieka i świata.
Ostatnia nadzieję pokładam w dogomanii. Jak mu pomóc? Co robic? Mamy TYLKO 2 tygodnie!
Czy warto ratować jednego psa? Ja uważam, że tak. Bo przecież "ratując jednego psa nie zmienimy świata ale świat zmieni sie dla tego psa.."
Kontakt:
500 504 752 (po godzinie 15ej!)
abartoszewska@interia.eu
---------------------------------------------------------------------
jeśli jesteście na GoldenLine
to
tu jest film i widac piesa
Pomóżcie, roześlijcie, popytajcie
nie pozwólmy mu umrzeć