Ponieważ ostatnio za bardzo kusiły mnie słodycze

, postanowiłam zerwać z tym nałogiem.
Przypomniałam sobie o takim naturalnym słodziku, który nie ma żadnych kalorii i nie drażni insuliny i pozwala łagodnie i mimo wszystko ze słodkim posmaczkiem obyć się bez niezdrowych słodkości. Wypicie herbaty „posłodzonej” stevią – zaspokaja – przynajmniej w moim przypadku pociąg do słodyczy na cały dzień. Zaparzam jakąś MM herbatkę (0,75 l) z dodatkiem dwóch listków stevi i mam milutko-słodziutki napój, który sobie w pracy popijam.
Stevia jest rośliną, która pochodzi z Paragwaju i tubylcy od stuleci używają jej do słodzenia herbaty (np Mate) i innych potraw. Liście zawierają 10 procent słodkiego składnika o nazwie Stevioside. Pod różną postacią (suszone liście, proszek, ekstrakty itp) jest znana i sprzedawana oraz dodawana do produktów spożywczych w Ameryce i Japoni (od trzydziestu lat). W Europie UE zakazała sprzedawania stevi i raczej łatwo jest się domyśleć, kto stoi za tą decyzją (lobby cukrowe...).
Stevia nie ma żadnych kalorii – jak każde zielsko, nie wywołuje próchnicy i zawiera wiele mikroelementow. W Stanach jest obecnie dozwolona dla diabetyków.
Jedyną, dla mnie już w tej chwili bez znaczenia, ujemną stroną stevi, jest jej posmak – taki trochę zbliżony do posmaku słodzików. Nie każdemu to na pewno odpowiada.
No i problem jest, (podejrzewam, że i też w Polsce) z nabyciem stevi.
Ja kupowałam w Austrii w aptece i sklepach ze zdrową żywnością. Zamawiałam też w Szwajcarii, gdzie nie ma żadnych ograniczeń w sprzedaży stevi i jej produktów.
W Niemczech, było też wiele firm, które rozprowadzały produkty ze stevi (nie jestem w tej chwili na bieżąco).
Jak chcecie się czegoś więcej dowiedzieć, to można przestudiować strony internetowe (niestety nie widziałam żadnej po polsku!) – podać tylko „stevia” w wyszukiwarce.
Może w Polsce jest stevia też do nabycia? W Polsce można przecież już teraz przeróżne produkty z całego świata kupić. Jak będziecie mieć jakieś pytania w tej sprawie, to chętnie odpowiem.