witam...
ja jeszcze ciągle w pierwszej fazie (chyba dożywotnio...;) ) ale nie będę tam swoich grzesznych poglądów wstawiać, tu jakoś będą chyba bardziej na miejscu:
otóż: biłam się z myślami, czy starać się dietować w święta i poległam....ponieważ: w Wigilię nie oprę się pierogom z kapustą i grzybami. A że jestem pierogowe beztalencie, będę jadła sklepowe. Barszczykowi mogłabym się oprzeć, ale czemu?skoro to tradycja...śledzie na wiele sposobów są co prawda mm, ale ja nie jestem w stanie śledzi bez chleba zjeść

kapusta z grzybami i olejem lnianym (pyyychota) jest za to zupełnie mm

i ryba po grecku również. Na szczęście u mnie na Wigilię słodyczy nie ma, więc przynajmniej tu będę bezgrzeszna
w pierwszy dzień świąt idziemy do moich rodziców i to już będzie orgia.....mama robi absolutnie genialne gołąbki wigilijne, które spożywam od kilku lat w pierwszy dzień (bo Wigilię spędzamy w gronie 2+2 - ja, mąż i dzieci, zaś sama robienia gołąbków się nie podejmuję). gołąbki mają nadzienie z kaszy gryczanej(moja namiętność) i grzybów i polane są olejem rzepakowym. No nie jestem w stanie przejść obok tego obojętnie....
potem będzie pewnie wędlina i sałatki (ale mama jest nie mm - puszowe będą groszki i kukurydze), być może jakiś obiad(ziemniaków odmówię, więc w miarę mm). Po obiedzie ciasta - tu też polegnę, bo mama jest mistrzynią....Podsumowując grzech pierwszego dnia: gołąbki na śniadanie, średnio mm-owe sałatki do wędlinowych przystawek przedobiednich, w miarę mm-owy obiad, i deser

. Godzin będę się starała przestrzegać, kolacji raczej nie wcisnę
w drugi dzień raczej będziemy u siebie, więc zupełny luzik

: śniadanie - wędliny z sałatką, obiad - bigos, na kolację zrobię może sałatkę tuńczykową

no...chyba że mamusia obdaruje mnie gołąbkami i ciastem na wynos.......
za to między świętami a sylwestrem bedę ostro pierwszofazować, mam nadzieję, że tragicznie mi wymiary nie wzrosną